niedziela, 10 września 2017

Wrześniowy poranek



Ach, cudny dzień, cudny.
 Wymarzona pogada na spacer, na który zaraz się wybieramy. Trzeba nałapać promieni słonecznych. Na obiad szybka zapiekanka z grzybami z przepisu od mojej Teściowej- podam w następnym poście, kawka z ciasteczkiem (kupnym) i zakładamy swetry i buty i ruszamy. 

Miłego wrześniowego, niedzielnego popołudnia.

Papatki.

P.S. I kilka fotek z mojego pięknego, wrześniowego poranka.


















































piątek, 1 września 2017

Lawenda tu, lawenda tam...



      Pierwszy dzień września a ja wcale nie mam wrześniowego nastroju bo w sercu maj ;) W Ogródku Babci Stefci na nowo zakwitł łubin, pszczoły zapracowane tylko bocianów już jakoś nie widać. Gorąco, uff gorąco...
A w kuchni? Produkcja malinowego soku w toku, powolutku wykopuję czosnek i plotę z niego warkocze.
Zosia ma za sobą pierwszy dzień przedszkola- trzeba dodać bezbolesny. Bunt trzylatka zaczyna kiełkować. Czekam, cierpliwie czekam...
 W domu lawendowo. Na wiosnę nasadziłam tego trochę i teraz bukiet jak znalazł, piękny, pachnący. I pomyśleć,że kilka lat temu wiozłam bukiet tego cudnego ziela z samej Prowansji. 


















































piątek, 4 sierpnia 2017

Wakacje u Prababci Stefci.



Urlop powoli dobiega końca. Szkoda.
Nie było "zagramanicznej" wycieczki. Było swojsko, u siebie, wśród swoich. Było wesoło, słonecznie, kolorowo. 
Zabrałam Zosię na parę dni do Babci Stefci. Była zachwycona- i Zosia i babcia. Babcia miała przy sobie swoją kochaną prawnusię, a Zosia całymi dniami przesiadywała na przemian w basenie i w piaskownicy, polowała na jaszczurki, bawiła się z pieskiem, kotkiem...a ja? Ja chłonęłam tą sielską atmosferę. Wieczorami, gdy Zosia już spała zasiadałam w  babcinym fotelu przed domem i słuchałam koncertów świerszczy, żab, liczyłam pierwsze spadające gwiazdy (sierpień= perseidy), do północy plotkowałam z koleżanką z sąsiedztwa- przy piwku :) Wszystko toczyło się swoim rytmem, bez pośpiechu.





































































wtorek, 1 sierpnia 2017

Nie ma jak w domu



Wczorajszy dzień minął sielsko, spokojnie, no cuuudownie.
Woda, słoneczko, leżaczek, kiełbaska- z ogniska!!!
Takiego leniuchowania trzeba mi było.






























































































W pięknym miejscu mieszkam. Mam tutaj wszystko, co kocham. Góry, lasy, jezioro, ukochane osoby...

Miłego dnia.
Papatki.

poniedziałek, 31 lipca 2017

Lawendowy wianek



   Lipiec za Nami. Nie wiem jak Wam ale mi przeleciał z prędkością światła. Urlopiku został mi jeszcze tydzień, zapowiada się słonecznie, wręcz upalnie. Wczoraj z Mężusiem było kino a dzisiaj wypad nad Jezioro Czorsztyńskie. W Babcinym Ogródku na rabatce przed wejściem do domu lawenda wiedzie prym. Przeciąga się leniwie do słońca szturchana od czasu do czasu przez zadziorny wietrzyk. Aż szkoda zrywać. Za domem na zacienionym kawałku ziemi barwinek w tym roku bujnie się mości i zaczepia  podstępnie paprocie, jakby chciał je opanować. Ach! Jak ja kocham przyglądać się naturze, kwiatom...
  No i podkradłam i lawendy i barwinka i wianek uwiłam sobie do mieszkania. Mały, prosty, skromny...

Udanego tygodnia :)












































piątek, 28 lipca 2017

Lilie i spółka



Lilie zawsze były w ogródku Babci Stefci. Najpiękniejsze są białe i te babcia zawsze zbiera i zalewa spirytusem. Tak zalanymi płatkami zawsze leczyła nam w dzieciństwie skaleczenia i mniejsze lub większe rany, zmiany skórne...nawet bliznę u brata. Zawsze działało! Czy piekło? No jasne ale o dziwo, nie dużo. Pamiętam, że nie tylko babcia robiła takie mikstury, bo różne "ciotki, nie ciotki" też przychodziły i prosiły o "główkę". A ja na razie cieszę oko, widząc Jej Wysokość Lilię w wazoniku a nie zakręconym słoiku :) Lilia i jej rabatowa świta- Weronika i Bławatek.