sobota, 4 listopada 2017

Jesienny wianek i pierwsze zimowe kadry



  Za co lubię listopadowe wieczory?
Można w końcu zasiąść do robótek i wyczarować coś z niczego, np. wianek z kilku szyszek, miechunki, resztek juty i sznurka. 
To czas, kiedy nadrabiam zaległości filmowe i książkowe ale o tym co do czytania na sezon jesienny w następnym poście a tym czasem zapraszam na wiankową sesję...
 
 
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 I pierwsze zimowe kadry z Kasprowego Wierchu i jego okolic.
"Góry moje, Wierchy moje..."
 
 




:)

piątek, 27 października 2017

Kuchenny kącik



   Witam Wszystkich, którzy tu jeszcze zaglądają. To, że ostatnio zaniedbałam bloga nie jest tajemnicą- jak widać, ale na bieżąco śledzę Wasze blogowe poczynania i nie mogę się nadziwić skąd tyle wspaniałych pomysłów w Waszych głowach. 
  Październik na finiszu, zaraz Wszystkich Świętych a potem to już mój świat zacznie kręcić się wokół Bożego Narodzenia. Mam ambitny plan uszyć Zosi, która w zeszły czwartek skończyła trzy latka 😲 adwentowy kalendarz. Dzisiaj jednak kilka fotek mojego kuchennego kącika. W roli głównej znowu szuflada jednak ze zmieniona gałką, którą kupiłam dawno temu. Na glinianym garnku z wrzosem zawisły skrzydełka i chociaż zawsze powtarzam, że na wszystko przyjdzie czas, to jakoś już bym chciała to Boże Narodzenie. Z resztą, anielskie akcenty są u mnie cały rok 😇

Miłego weekendu














































 

sobota, 7 października 2017

Ogródkowe dary cz.2.



     Postów z cyklu Ogródkowe Dary miało być więcej i jakoś przypomniałam sobie o tym dopiero kilka dni temu zrywając ostatnią kalarepkę. Cóż, zdjęcia rzodkiewki, sałaty, porzeczek itd. są ale październik chyba nie jest odpowiednim miesiącem, by je eksponować chociaż w Ogródku Babci Stefci łubin wciąż, jak malowany. Zdjęcia te poczekają więc do następnego roku a dzisiaj koszyk z warkoczem czosnku, sokiem malinowym z przepisu pradziadka Mikołaja, kalarepka, koper,lubczyk (ach, ten zapach!) i inne ogródkowe dary...
 
 

 

 












































niedziela, 24 września 2017

Zapiekanka ziemniaczana z grzybami i włoszczyzną Teściowej Jasi



     Dzisiaj pierwszy przepis na moim blogu- mam nadzieję, że nie ostatni. Pyszna zapiekanka z przepisu mojej teściowej. Zapiekanka jest prosta i szybka w przygotowaniu a smak i aromat, jakie dają grzyby jest niebiański.
Gorąco zachęcam i życzę smacznego.

Potrzebne będą:

  • 1 opakowanie włoszczyzny      
  • 300 g podgrzybków
  • 500 g ziemniaków
  • 200 g wędzonego boczku
  • 250 ml śmietany 12 %
  • 300 ml bulionu drobiowego 
  • 60 ml oleju
  • 100 g parmezanu tartego
  • sól, pieprz, czarny, świeży rozmaryn, tymianek, natka pietruszki

           Ziemniaki obrać, pokroić w łódki, warzywa w paski. Na oleju przesmażyć boczek, dodać ziemniaki oraz warzywa. Następnie wszystko przełożyć do do naczynia do zapiekania i podlać bulionem. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180  st. na ok. 30 min. 
            Podgrzybki oczyścić, pokroić w większe kawałki i przesmażyć na maśle z dodatkiem cebuli i ziół. Pod koniec dodać śmietanę, doprawić. Na prawie miękkie warzywa włożyć grzyby w śmietanie. Posypać serem i ponownie zapiec.


 

niedziela, 10 września 2017

Wrześniowy poranek



Ach, cudny dzień, cudny.
 Wymarzona pogada na spacer, na który zaraz się wybieramy. Trzeba nałapać promieni słonecznych. Na obiad szybka zapiekanka z grzybami z przepisu od mojej Teściowej- podam w następnym poście, kawka z ciasteczkiem (kupnym) i zakładamy swetry i buty i ruszamy. 

Miłego wrześniowego, niedzielnego popołudnia.

Papatki.

P.S. I kilka fotek z mojego pięknego, wrześniowego poranka.


















































piątek, 1 września 2017

Lawenda tu, lawenda tam...



      Pierwszy dzień września a ja wcale nie mam wrześniowego nastroju bo w sercu maj ;) W Ogródku Babci Stefci na nowo zakwitł łubin, pszczoły zapracowane tylko bocianów już jakoś nie widać. Gorąco, uff gorąco...
A w kuchni? Produkcja malinowego soku w toku, powolutku wykopuję czosnek i plotę z niego warkocze.
Zosia ma za sobą pierwszy dzień przedszkola- trzeba dodać bezbolesny. Bunt trzylatka zaczyna kiełkować. Czekam, cierpliwie czekam...
 W domu lawendowo. Na wiosnę nasadziłam tego trochę i teraz bukiet jak znalazł, piękny, pachnący. I pomyśleć,że kilka lat temu wiozłam bukiet tego cudnego ziela z samej Prowansji. 


















































piątek, 4 sierpnia 2017

Wakacje u Prababci Stefci.



Urlop powoli dobiega końca. Szkoda.
Nie było "zagramanicznej" wycieczki. Było swojsko, u siebie, wśród swoich. Było wesoło, słonecznie, kolorowo. 
Zabrałam Zosię na parę dni do Babci Stefci. Była zachwycona- i Zosia i babcia. Babcia miała przy sobie swoją kochaną prawnusię, a Zosia całymi dniami przesiadywała na przemian w basenie i w piaskownicy, polowała na jaszczurki, bawiła się z pieskiem, kotkiem...a ja? Ja chłonęłam tą sielską atmosferę. Wieczorami, gdy Zosia już spała zasiadałam w  babcinym fotelu przed domem i słuchałam koncertów świerszczy, żab, liczyłam pierwsze spadające gwiazdy (sierpień= perseidy), do północy plotkowałam z koleżanką z sąsiedztwa- przy piwku :) Wszystko toczyło się swoim rytmem, bez pośpiechu.