sobota, 27 stycznia 2018

Pokój z odzysku


Witam Wszystkich, którzy tu jeszcze zaglądają.
Dzisiejszy post należy do tych wnętrzarskich i miał powstać już dawno temu.
Chyba każdy z Nas ma marzenie o własnych czterech kątach. O miejscu, do którego po ciężkim dniu wraca się i gdzie czuje się najbezpieczniej na świecie. Gdzie zawsze jest się sobą.
Ja mam dwa takie miejsca. 
Pierwsze to dom mojej Babci, z którym wiążą się najcudowniejsze wspomnienia. Gdzie było pełno miłości, troski i zrozumienia. Radości i mądrości.
Drugie to mój obecny dom. Mieszkanie w bloku, po rodzicach mojego męża. Miejsce gdzie czuję się dobrze, gdzie dorasta Nasza córeczka, gdzie śmiejemy się i płaczemy. Gdzie spędzamy razem te najcudowniejsze chwile.
Najbardziej lubię pokój dzienny, w którym spędzamy najwięcej czasu. 
Nie jest to pokój wyposażony w najmodniejsze meble prosto z salonu lecz każda prawie rzecz jest z odzysku i jest jedyna. Z resztą zapraszam- kto ma ochotę w moje- jeszcze w świątecznej szacie, skromne progi...


1. Kredens Babci Stefci.
Moja perełka. Pisałam jego historię w jednym z pierwszych postów bloga. Uwielbiam go! To rodzinna pamiątka, której niedługo stuknie setka :)




2. Stolik z maszyny do szycia.
Stelaż dostałam od teścia. Kochany uratował "rupiecia" przed wywózką na wysypisko śmieci. Blat zrobił ze starych dech mój najwspanialszy na świecie przyjaciel- rzeźbiarz :)Wszystko było by OK, gdyby nie te szpetne kolumny moje męża ale coś za coś. Mój kochany ma kolumny a ja od czasu do czasu zarzucę jakimś różem :)









































3.Półka.
Do "kompletu" ze stolikiem-maszyną. Wykonana również ze starej dechy (chyba kiedyś stanowiła część drzwi). Okucia kupiłam w markecie budowlanym i potraktowałam farbą.
























4. Drewniane belki pod sufitem.
Odzyskane z rozbiórki z ponad stuletniego domu!!! Od mojego przyjaciela- rzeźbiarza :) a raczej babci Jego wspaniałej żony. Wysuszone, wyczyszczone i odmalowane. Jak ja kocham te pęknięcia!!!
























5. Skrzynia. 
Wygrzebana w piwnicy teściów. Była w opłakanym stanie ale ja wiedziałam, że to miłość od pierwszego wejrzenia :) Jest mobilna, gdyż ma przymocowane kółka i niezwykle pojemna- a to w małym mieszkaniu rzecz ważna :)


































































5. Mini biuro-biblioteczka ;)
...czyli miejsce, gdzie znajduje się komputer i część książek. Tutaj nie ma niczego z odzysku ale lubię ten kącik. Lubię tu przesiadywać, czytać i pisać posty. Wyjątek stanowi 10. każdego miesiąca, gdy trzeba robić przelewy :(























Dodatki, jak gobelin na ścianie przy oknie czy wazoniki z mosiądzu przywędrowały z targów staroci w Zakopanem i Wiedniu. Obrazki pod półką to zdjęcia mojego miasta wydrukowane z internetu- wyglądają , jak prawdziwe :) Pierwszy to kościół Św. Katarzyny, u którego stóp pod taflą lodu płynie Dunajec. Drugi to Rynek w dniu ogłoszenia niepodległości. Stół przywędrował z domu Babci Stefci ale nie jest taki stary, krzesła dokupione a lampa i kinkiet z LM.
 Muszę podkreślić, że nie było by tych wspaniałych beleczek, stoliczków, kredensu i w ogóle wszystkiego gdyby nie mój najwspanialszy na świecie mąż i mój najwspanialszy na świecie teść.
Chłopcy, jesteście wielcy!!! 

sobota, 2 grudnia 2017

Kalendarz Adwentowy Zosi




     Można powiedzieć, że Święta Bożego Narodzenia za progiem. Można, bo czas leci tak szybko, że zaraz trzeba będzie ubierać choinkę. Niektórzy moi Znajomi na fb, już cieszą się tym drzewkiem w swoich domach. Ja od poniedziałku zaczynam porządki. Małe, bez szaleństw, bo przecież sprząta się na bieżąco ale niektóre zakamarki trzeba będzie przejrzeć.
A dzisiaj prezentuję Adwentowy Kalendarz, który zrobiłam dla mojej Zosi. Gotowcem jest Mikołaj, na którego wykonanie brakło mi po prostu czasu. Każdy renifer jest kieszonką, w której znajdował się cukierek. Jak nietrudno się domyśleć, wszystkie zniknęły w ciągu dwóch dni. Nie pomogły tłumaczenia, że "Codziennie po jednym, Zosiu. Na tym rzecz polega..." Ech, może w przyszłym roku załapie.
 
 
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
W tym roku nie kupuję żadnych świątecznych ozdób, bo trochę tego już mam ale obok tych bucików nie mogłam przejść obojętnie :)
 
 
 
Miłego wieczorku.
Papatki.
Kamila

sobota, 25 listopada 2017

Czytadła na jesienne wieczory


Witam wszystkich nieprzytomnie. Moje rodzone dziecko zrobiło Nam dzisiaj pobudkę o 4.15! Nigdy wcześniej takie akty terroru nie miały miejsca, więc mam nadzieję, że to jednorazowy wyskok. Gdybym wczoraj wiedziała, że ta "słodzina" knuje spisek nie czytałabym do 1.30 i dzisiaj może nie odbijałabym się od ścian i wszystkiego, co stanie mi na drodze.
Kocham czytać! Najbardziej jesienią i zimą, kiedy za oknem chłód, zawierucha i ogólne brrr...
Lubiłam takie wieczory spędzać w domu Babci Stefci. Pod kocykiem, z herbatką z malinami zanurzona w jakiejś fabule. Babcia siedziała w fotelu obok i dziergała na drutach skarpetki a na brzegu blach kaflowego pieca pogwizdywał nieśmiało czajnik, wprawiając w tak błogi stan, że nie można było sobie odmówić drzemki. Ach! Jakże tęskno do tych chwil...
Obecnie na czytanie książek pozostają mi głównie weekendowe noce i któreś popołudnie w tygodniu bo na to po prostu musi być czas i już. Moje listopadowo- grudniowe pozycje są trzy:

Lala Jacka Dehnela, to rodzinna saga ukazująca losy dwudziestowieczne Polaków. Do pośmiania się i do popłakania.

Wanda. Opowieść o sile życia i śmierci  Anny Kamińskiej , to historia najwybitniejszej polskiej himalaistki ( jak wiecie 😉 ), której góry były prawdziwą miłością.

Ponad wszystko Nicoli Yoon. Urodzinowy prezent od kolżanek z pracy. Opowieść o miłości zmierzającej ku katastrofie. Jeszcze nie przeczytana.
Może któraś z podanych pozycji wpadła Wam w ręce? 


















































Od jakiegoś czasu wspieram UNICEF. Co miesiąc wpłacam pieniążki by pomóc tym najbardziej bezbronnym.




Miłego weekendu.
Papatki.

sobota, 4 listopada 2017

Jesienny wianek i pierwsze zimowe kadry



  Za co lubię listopadowe wieczory?
Można w końcu zasiąść do robótek i wyczarować coś z niczego, np. wianek z kilku szyszek, miechunki, resztek juty i sznurka. 
To czas, kiedy nadrabiam zaległości filmowe i książkowe ale o tym co do czytania na sezon jesienny w następnym poście a tym czasem zapraszam na wiankową sesję...
 
 
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 I pierwsze zimowe kadry z Kasprowego Wierchu i jego okolic.
"Góry moje, Wierchy moje..."
 
 




:)

piątek, 27 października 2017

Kuchenny kącik



   Witam Wszystkich, którzy tu jeszcze zaglądają. To, że ostatnio zaniedbałam bloga nie jest tajemnicą- jak widać, ale na bieżąco śledzę Wasze blogowe poczynania i nie mogę się nadziwić skąd tyle wspaniałych pomysłów w Waszych głowach. 
  Październik na finiszu, zaraz Wszystkich Świętych a potem to już mój świat zacznie kręcić się wokół Bożego Narodzenia. Mam ambitny plan uszyć Zosi, która w zeszły czwartek skończyła trzy latka 😲 adwentowy kalendarz. Dzisiaj jednak kilka fotek mojego kuchennego kącika. W roli głównej znowu szuflada jednak ze zmieniona gałką, którą kupiłam dawno temu. Na glinianym garnku z wrzosem zawisły skrzydełka i chociaż zawsze powtarzam, że na wszystko przyjdzie czas, to jakoś już bym chciała to Boże Narodzenie. Z resztą, anielskie akcenty są u mnie cały rok 😇

Miłego weekendu